Jak zwykle o 22.30 wyskoczyłem przez lufcik na drugą kolację. Rudas już czekał pod trzepakiem koło śmietnika, więc bez słowa zaczęliśmy grzebać w kubłach.

- Mam resztkę szprota w oleju! – zawołał mój przyjaciel. Morda już mi się ucieszyła bo strasznie lubię wylizywać olej z puszki.

- Jaka marka? – zapytałem.

- Neptun.

- To mi odłóż, mam dwa serdelki na wymianę – Rudas dobrze wie, że przepadam za Szprotem Popularnym, a szczególnie za aromatem dymu.

Śmietnik jest cudownym miejscem. Tyle można tu znaleźć. Kiedyś przyniosłem do domu stare sznurowadło, bo myślałem, że to zleżałe spaghetti. Traf chciał, że akurat mojego pana odwiedził brat i jego sympatyczna żona – pani Maria. Szukałem potem tego sznurowadła, szukałem, ale gdzieś je wcięło. Dopiero jakieś dwa tygodnie potem w telewizji, wieczorem, zobaczyłem jak dwóch panów pokazuje MOJE sznurowadło w bucie brata mojego pana.

O to bym go nie posądzał.

Zjedliśmy i wtedy Rudas powiedział, że nie będzie już chodził do tej Kici zza rogu.

- Nie no stary! Taka sztuka, a ty odpuszczasz?! Daj spokój – oblizałem resztki oleju z wąsów – Co się stało?

- Mój pan już od miesiąca nie kłania się panu Kici, a w domu powiedział, że to ubek i, że takich to trzeba było od razu, na latarnię. Zabronił swojej żonie chodzić na plotki do żony pana Kici, a potem wieczorem długo wertował jakieś papiery w szarej teczce.

- Kto to jest ubek? – zapytałem gładząc łapą futro na grzbiecie.

- Nie wiem, może to taki koci hycel. Kiedyś podsłuchałem, jak psy mówiły, żeby nie chodzić koło tego domu z tujami, bo tam mieszka hycel.

- Hmm, to brzmi logicznie. Musimy się spotkać cała brygadą i to przedyskutować. Nie może ci jakiś hy… znaczy ubek, dziewczyny odebrać. No, ale ja muszę lecieć, bo mój pan idzie spać, a ostatnio ma jakieś koszmary. Muszę czuwać! Narka!

- Cześć – Rudas smutno pomachał ogonem i wskoczył za kubły.

Tej nocy mój pan spał spokojnie. Za to ja nie mogłem zmrużyć oka, a jak nad ranem w końcu zasnąłem to śnił mi się ubek. Zawzięcie mieszał coś w wielkim, parującym kotle, a kiedy wyjął chochlę… zobaczyłem… Nie, nie! Nawet nie chcę mówić co zobaczyłem.

 

Muszę odespać, dziś pan wraca późno. Adijos!